Wybaczcie brzydkie słowa, ale to już przechodzi ludzkie pojęcie. Szukałem sobie w sieci danych na temat zarządzania jakością, bo referat muszę napisać. Zobaczyłem link do strony www.e-prace.pl wchodzę. Patrzę, i co widzę? Ni mniej ni więcej tylko.... zobaczcie sami: http://www.e-prace.pl/index.php?show=zlecenie rozwińcie sobie listę "rodzaj pracy". Zdołowany jestem niesamowicie. Przecież to się do prokuratora nadaje. I co ja mam teraz mysleć jak rozmawiam z jakiś inż. albo mgr? Ile forsy miał w portfelu? Cały dzień zmarnowany. I czemu ja się tak przejmuję? Nie wiem. może dlatego, że swoją pracę pisałem dość ambitną podczas gdy inni pisali "Prezentacja multimedialna...", czyli strona www na temat... I po co to wszystko? Chyba zacznę się chwalić: "Jestem inżynierem! Pracę sam napisałem"...
Robię sprawozdanie na uczelnie, obliczam jakieś zakichane światłowody (jak wiadomo dla programisty jest to niezbędne. Jak przystało na "normalnego" informatyka używam SciLaba (wiem, wiem: GNU Octave lepszy bo GNU :-), ale dla mnie mniej intuicyjny) i LaTeXa (cudne narzędzia). Ale zamiast pisać to co trzeba, to przez dłuższy czas walczyłem z dodaniem SciLaba do LaTeXowego pakietu listings. A pewnie miałbym już wszystko zrobione... Ciekawe czy skończę do wieczora czy znów znajdę sobie jakieś magiczne zajęcie?
Chyba uzależniony od internetu jestem :-/ Sieć osiedlowa nam dzisiaj pada (nawet nie wiem czy ten wpis dojdzie) a ja źle się czuję. No szlag mnie trafia jak musze na otwarcie się jogger.pl czy 7thguar.net czekać 5 minut. A co będzie jak całowicie odetną? Aż strach myśleć....