~$ wife --show-status
wife ver. 1.0
new status: pregnat
others: ok
~$
W końcu zainstalowałem sobie w pracy Linuksa. Maszynka zwie się Engebi (dzięki Antymon), zaś Linuks to Debian jest.
Java, Eclipse i JBoss zainstalowane, więc można pracować.
Jest pięknie!
Żona już pojechała na święta do rodziców a ja sobie siedzę i przeglądam java.blogs. Mam też kieliszek whisky i twierdzę, że dobrze jest. Tak, tak! Kieliszek! Nie szklaneczka. Kieliszek o odpowiednim ksztalcie tulipana pozwala w pełni cieszyć się aromatem trunku, ktorego bukiet zbiera się najlepiej właśnie w takim kieliszku. Nie da się ukryć, że dobry trunek pozwala na pełne odprężenie się po pracy. Pozwala zapomnieć o szefach, brakach specyfikacji.... zara! dlaczego ja o tym myślę? dość!
Theatre of Tragedy, whisky...
Sláinte Mháth!
Żyłem sobie spokojnie, nie wadząc nikomu. Pewnego ranka obudziłem się i z przerażeniem stwierdziłem że z obu stron nacierają na siebie armie. Z jednej Telis z drugiej NetTen.
O co walczą? O moje pieniądze. Jedna firma drugiej firmie wydzierżawiła całą sieć osiedlową. Teraz się biją. Dostaję od obu firm miłe listy mówiące o konieczności wpłaty właśnie na ich konto. Obie firmy twierdzą, że to ten drugi kłamie: zarówno NetTen, jak i Telis.
A co ja mam zrobić? Komu do cholery płacić, kiedy obie firmy twierdzą, że to właśnie one administrują fizycznie siecią.
Szlag mnie zaraz trafi!
Microsoft zapłaci odszkodowanie SUNowi i włączy wirtualną maszynę Javy do swoich systemów operacyjnych.
Planowane jest też współdziałanie Javy i .NET.
Czy to dobrze? Nie wiem. Jeśli Microsoft nie będzie znów promował własnej wersji Javy, to nie powinno być problemów. Oby tylko nie pojawiły się próby przejęcia lub zniszczenia Javy na rzecz .NET. Po menedżerach z M$ można się spodziewać wszystkiego...
Zacząłem bawić się Subversion. Muszę powiedzieć, że mi się podoba. Miłe sa atomowe zmiany (wszystko albo nic); w CVS zdarzały się błędy (często z mojej winy) w połowie commitu. SVN sprawia też wrażenie szybszego od CVS.
Niestety, jestem zwięrzęciem wygodnym i raczej leniwym i lubię mieć narzędzia zintegrowane. Plugin do Eclipse jest niestety mocno niedokończony. Brak mu eleganckiego porównywania kopii roboczej z repozytorium. Można tylko sprawdzać każdy plik z osobna. Brak też zarządzania branchami i tagami -- żeby się przełączyć trzeba zmienić całą ścieżkę. To niestety zniechęca do wykorzystywania narzędzia.
Cóż... poczekam, albo..... w wolnych chwilach zabiorę się za ten plugin.
Przypadkiem trafiłem na stronę projektu Jogger. W pierwszej chwili pomyślałem, że to "nasz" Jogger, ale nie - fonkcjonalnie program podobny ma być (chyba) do JPA.