Wczoraj przyszedł magik naprawić telewizor, który jakoś wcześniej udało nam się zepsuć. Robotę wykonał, forsę skasował (uszkodzenia mechaniczne nie podlegają gwarancji) i prosi o kartę gwarancyjną. No to mu daję ładną "Warranty Card", a ten mi że "...to nie jest to. To jest karta europejska a ja chcę polską, taką małą, niebieską".