Wczoraj poszedłem z Żoną na USG. Mogłem zobaczyć nasze dziecko "na żywo". Minęło sporo czasu zanim nauczyłem się dostrzegać na ekranie to co trzeba, a i tak udawało się tylko wtedy, gdy albo dziecko się poruszało albo lekarka machała sondą. Gdy obraz był nieruchomy nie mogłem nic zobaczyć.
Dziecię rozwija się prawidłowo, rośnie proporcjonalnie. Waży około 181 gramów.
Tytułowe 51% to prawdopodobieństwo przyjścia na świat córki. Mimo zaglądania dziecku między nogi (to chyba nie jest karalne?) narządów nie dostrzeżono.
Właśnie przeczytałem o idiotce, która wysłała szczeniaka pocztą. W niedzielę widziałem jak z toruńskiego rynku babsko jakieś wraz z wnuczką (?), niosło szczeniaka w jednorazówce. Żona powstrzymała mnie przed dokonaniem mordu lub przynajmniej zjebką na pół Torunia.
Teraz żałuje, że mnie powstrzymała.
Koleżanka dostała polecenie służbowe: przetestować przydatność aplikacji tracert do sprawdzania dostępności serwerów bazodanowych.
Od godziny zastanawiam się czy to jest na tyle śmieszne by się z tego śmiać.
Nowy rewelacyjny produkt! NaDa jest aplikacją robiącą dokładnie to do czego ją stworzono. Nie zawiera błędów, jest niewielka i niezawodna! Po instalacji nie musisz restartować komputera!
Ja już zainstalowałem!
A u dzidziusia wszystko dobrze. Wczoraj Żona była u lekarza. Jednak warto było wykupić dodatkowe ubezpieczenie: bez kolejek z uśmiechem, bez dodatkowego wyciągania forsy z kieszeni.
Przy okazji wyszło na jaw, że to na pewno moje dziecko: okazało się, że to wredota jest. Lekarka chciała słuchowisko urządzić (w rolach głównych serce dziecka). Niestety, wspomniana wredota nie dała się namierzyć. Słychać było tylko szuranie podczas ucieczki spod mikrofonu.
Pozostało 171 dni.
Napisałem takie pokręcone zapytanie w HQLu, że sam go nie rozumiem.
Wypiję piwo i znów przemyślę co zrobiłem i dlaczego to działa.