W piątek byłem w Tokarach na darmowej lekcji golfa. Instruktor, pan Wacław Laszkiewicz jest niezwykle sympatycznym człowiekiem. Nie męczył nas teorią gry, zasadami itp. Skupił się na tym, czym jest uderzenie i jak powinno wyglądać.
Mówił o konieczności rozluźnienia, że golf jest zabawą i ma służyć odprężeniu, o pięknym mechanizmie jakim jest wahadło ;-)
Najczęściej powtarzaną przez instruktora kwestią była konieczność rozluźnienia podczas swingu. Sztywnym trzeba być tyko przy putowaniu, kiedy potrzebujemy największej precyzji. „Członek gdy jest sztywny jest precyzyjny” – powiedział :-)
Następnie oddał nas w ręce swojego asystenta, który zaciągnął nas na driving range. Dostałem koszyk piłek (łącznie zużyłem trzy), siódemkę i do roboty :-) Asystent podchodził, korygował nasze postawy, poprawiał uchwyty, chwalił gdy wyszło i milczał ponuro przy kompromitacjach.
Tą siódemką najdalej piłkę zaniosłem na jakieś 80-90m.
Na pole nie wyszliśmy, bo padało… Lało… Regularna burza z piorunami była… My strzał – niebo strzał.
Zadowolenie i satysfakcja z pobytu na polu: 103% ;-)
Szkoda tylko, że golf ma tak wysokie koszty wejścia :-(