Ze względu na kiepską pogodę w weekend nie pojechałem na pole golfowe i musiałem się zadowolić ćwiczeniem swingu na podwórku z użyciem piłeczek treningowych.
Po początkowym ryciu trawy z korzeniami, przyszła kolej na jej równe koszenie. Jednak piłeczka latała jak chciała i nie dawała się namówić do posłuszeństwa.
W końcu, już trochę zniechęcony i zmęczony, zacząłem sobie machać od tak, od niechcenia. O dziwo, wtedy piłeczka zaczęła latać prosto!!! Przypomniałem sobie, że wielokrotnie słyszałem o swobodnym swingu, lecz pamięć jest zawodna, a na dodatek zależało mi na „mocnym uderzeniu”.
Zacząłem się poddawać opadającemu kijowi, pilnując tylko właściwego jego położenia. Z każdym kolejnym swingiem szło lepiej.
Rezultat: po uderzeniu PW, piłeczka treningowa wykonała śliczny lot i utknęła na dachu domu.
Treningowa to ta miękka i dziurawa? Mocno wiało? ;-)
Taka właśnie.
Trochę wiało i znosiło piłeczkę na boki.
Dałeś pan ciała, bo niedziela była niesamowita – ciepło i bez kropli deszczu :P
:-(