Masakra na driving range’u
Dzisiejszy trening na driving range’u to totalna porażka. Może z 5% piłek leciało prosto i na właściwą odległość. Reszta to slice’y albo rabbit-killers. Ale jakie slice’y! Piłeczka lądowała pod kątem prostym do kierunku strzału!


Komentarze do wpisu
Możesz śledzić odpowiedzi poprzez kanał RSS. Możesz dodać komentarz lub zostawić ślad (trackback) ze swojego bloga.
Łukasz Horodecki
He, he… właśnie przechodzę podobną masakrę – zmieniam swing przy długich ironach na mniej pionowy i nie mogę się połapać w tym co się dzieje z piłką :D
22 lipca 2008, 19:42:18
bmalkow
Ja nie zmieniam swingu… Trenuję powtarzalność. I mam w 95% procentach powtarzalny…. slice :-(
Tylko nie wiem co robię źle... Staram się nie wyprowadzać rąk przed kij, tylko "zmienić miejscami ręce" dokładnie nad piłką. Nawet przestałem (chyba) obracać ciałem - tylko ręce, i dalej dupa.
22 lipca 2008, 20:25:44
Dodaj komentarz