Chyba jednak konkurencja w postaci GolfManii dobrze zrobiła kwartalnikowi Golf24 Magazine.
Mówię „chyba” bo nie wiem czy brak szczegółowych sprawozdań z turniejów to pozytywne opinie czytelników o GolfManii czy też brak turniejów w sezonie zimowym ;-) A może po prostu jak się jest Oficjalnym Magazynem PZG to i poziom trzeba trzymać odpowiedni.
W nowym numerze sporo felietonów, wywiadów, rozmów… Oby tak dalej.
Tiger Woods w ogóle nie powinien spać.
da.killa sugeruje, że Tiger ma jedno zmartwienie. Rzeczywistość jest gorsza: zmartwienia są dwa ;-) Mój syn również trenuje.
Nabyłem trzy piłeczki Wilson Ultra Distance
Ciekawe czy zrobię rekord pola ;-)
Dziś byłem na driving range’u. Dodatkowo zaciągnąłem kolegę z pracy – niech sobie spróbuje i zobaczy z czym to się je ;-)
Zacząłem oczywiście fatalnie: wystraszyłem kilka królików, gdyby były trybuny zabiłbym kilku widzów. A starałem się jak mogłem. Tak się starałem, że aż dorobiłem się pęcherza na środkowym palcu lewej ręki, który przy którymś kolejnym uderzeniu rozbabrałem.
Aż nagle przy uderzeniu usłyszałem inny dźwięk. Taki bardziej suchy, jak trzask bicza ;-) Gdy ja zastanawiałem się czy nie „pękłem piłeczki”, ta cała (chyba) poleciała daleeeeko i prosto. Więc to tak brzmi dobre uderzenie!!!
Jeszcze pięć razy później udało mi się popieścić uszy tym dźwiękiem, tak więc 90% uderzeń źle brzmiało.
A kolega? Powiedział, że mu się podobało i że kiedyś jeszcze przyjdzie pouderzać, ale błysku w oku nie widziałem.
Byłem dzisiaj na driving range’u poćwiczyć troszkę. Uderzyłem czterdzieści piłek z czego tylko przed dziesięcioma uciekały króliki. Chyba nieźle.
Ćwiczyłem kijami 5i oraz 9i. Dziewiątką szło nawet dość dobrze: powtarzalna odległość około 75m. Piątką natomiast gorzej: od 75m do 150m (oczywiście wliczam tylko udane uderzenia).
Z niewiadomych (przynajmniej dla mnie) przyczyn, praktycznie za każdym uderzeniem piłkę znosiło bardzo na prawo (i nie był to wiatr). Kilka razy jak mocno zamknąłem główkę, to piłka szła prosto (5i i piękne 150m).
Chyba ktoś będzie musiał popatrzeć na mój swing na nanieść poprawki.
Ze względu na kiepską pogodę w weekend nie pojechałem na pole golfowe i musiałem się zadowolić ćwiczeniem swingu na podwórku z użyciem piłeczek treningowych.
Po początkowym ryciu trawy z korzeniami, przyszła kolej na jej równe koszenie. Jednak piłeczka latała jak chciała i nie dawała się namówić do posłuszeństwa.
W końcu, już trochę zniechęcony i zmęczony, zacząłem sobie machać od tak, od niechcenia. O dziwo, wtedy piłeczka zaczęła latać prosto!!! Przypomniałem sobie, że wielokrotnie słyszałem o swobodnym swingu, lecz pamięć jest zawodna, a na dodatek zależało mi na „mocnym uderzeniu”.
Zacząłem się poddawać opadającemu kijowi, pilnując tylko właściwego jego położenia. Z każdym kolejnym swingiem szło lepiej.
Rezultat: po uderzeniu PW, piłeczka treningowa wykonała śliczny lot i utknęła na dachu domu.
Dzisiaj wreszcie wybrałem się na pole golfowe i to z bratem.
Niestety, rozegraliśmy tylko cztery dołki, bo „smycz” ciągle dzwoniła. Ale i tak chyba udało mi się zarazić brata bakcylem.
Nabyłem też używany zestaw kijów wraz z torbą (dzięki da.killa!), tak więc jestem już prawie golfistą — brak mi butów i rękawiczki ;-)
A na poważnie, to brak mi piłeczki treningowej, żebym mógł ćwiczyć za domem :-)
W piątek byłem w Tokarach na darmowej lekcji golfa. Instruktor, pan Wacław Laszkiewicz jest niezwykle sympatycznym człowiekiem. Nie męczył nas teorią gry, zasadami itp. Skupił się na tym, czym jest uderzenie i jak powinno wyglądać.
Mówił o konieczności rozluźnienia, że golf jest zabawą i ma służyć odprężeniu, o pięknym mechanizmie jakim jest wahadło ;-)
Najczęściej powtarzaną przez instruktora kwestią była konieczność rozluźnienia podczas swingu. Sztywnym trzeba być tyko przy putowaniu, kiedy potrzebujemy największej precyzji. „Członek gdy jest sztywny jest precyzyjny” – powiedział :-)
Następnie oddał nas w ręce swojego asystenta, który zaciągnął nas na driving range. Dostałem koszyk piłek (łącznie zużyłem trzy), siódemkę i do roboty :-) Asystent podchodził, korygował nasze postawy, poprawiał uchwyty, chwalił gdy wyszło i milczał ponuro przy kompromitacjach.
Tą siódemką najdalej piłkę zaniosłem na jakieś 80-90m.
Na pole nie wyszliśmy, bo padało… Lało… Regularna burza z piorunami była… My strzał – niebo strzał.
Zadowolenie i satysfakcja z pobytu na polu: 103% ;-)
Szkoda tylko, że golf ma tak wysokie koszty wejścia :-(
Nie wiem co mi przeskoczyło w czaszce… Pisałem że lekcja ma się odbyć w Postołowie. Przed chwilą dostałem mailem PDFa z „biletem”, gdzie stoi wyraźnie napisane „Klub: Tokary Golf Club „
Odległość ta sama więc różnicy nie robi ;-)
Dzisiaj zadzwoniła do mnie Pani Ewa z Playgolf i zaproponowała termin bezpłatnej lekcji na piątek, na polu w Postołowie
Piątek, godzina 18:00.