linux, mac »

[11 marca, 2009 | 65 komentarzy | Poziom: 0 ]

Dzień dobry. Mam na imię Bartek i mam MacBooka. Od dwóch tygodni.

Dojrzewałem do zmiany systemu powoli. Po prostu coraz więcej rzeczy na Linuksie mnie denerwowało. A to problemy ze sprzętem podłączanym ad-hoc (sterowniki, moduły itp), a to problemy z wbudowanym czytnikiem kart pamięci CF (jak czytał w karty to nawet myszka nie działała). Ten ostatni problem dzięki Jajcusiowi został rozwiązany, ale niesmak pozostał.

W sumie lista zarzutów podobna jak u mmazura (przynajmniej te dotyczące codziennego użytkowania). Szalę goryczy przeważyły problemy z zacinającymi się klawiszami. Oczywiście nie fizycznie. Jak się zaciął na „s” to pół biedy. Wystarczyło wykasować tekst. Gorzej jak się zaciął na Enter albo Ctrl-w. Wtedy to już różne rzeczy się działy.

Tak więc Linux przestał być dobrym rozwiązaniem dla notebooka. Windowsa też nie chciałem. Po pierwsze primo bo nie lubię, po drugie bo nie ma normalnej konsoli. I nie! Cygwin zdecydowanie nie jest rozwiązaniem, bo też nie działał tak jak ten pod Linuksem. Poza tym te wirusy i inne takie….

Dla mnie ideałem jest Unix na dole „windows” u góry. Przez „windows” mam na myśli łatwość obsługi, brak konieczności grzebania w bebechach żeby podłączyć zewnętrzny monitor itp. To ma po prostu działać. Za stary już jestem na takie grzebanie i co ważniejsze zupełnie nie sprawia mi to radości.

Kilku znajomych posiada MacBooki. Popytałem. Satysfakcja pełna, pomijając jednego któremu brakuje focus-follow-mouse :-) Być może nikomu nie wypadało powiedzieć, że ‘do dupy to japko’ skoro wydali na to tyle forsy…

Jak już się zdecydowałem to zacząłem szukać kto mi to może sprzedać. Znalazłem firmę Cortland , która nie dość, że miała promocję na bardzo ładny model, to jeszcze oferowała raty bez oprocentowania. Szybka i miła korespondencja mailowa (dziękuję, Panie Tomku), przesłanie fotografii (nie mam skanera ;-) ) dokumentów, oczekiwanie na kuriera z papierami do podpisania, odesłanie tego i znów oczekiwanie na kuriera.

Jak kurier dotarł, to aż byłem zaskoczony, że paczka taka mała… Jak kupowałem poprzedniego notebooka to pudło musiałem trzymać w dwóch rękach (ze względu na gabaryty). Tutaj… jakieś takie małe…. Otwieram. W tym pudełku w styropianie leży drugie jeszcze mniejsze pudełko… Co jest? Talon na MacBooka dostałem??? Ale nie. W tym drugim pudełku była już właściwa zawartość.

Czekając aż się maszyna ogrzeje, porównywałem MacBooka z moim Lenovo. Matryca tej samej wielkości, ale MacBook jakiś taki mniejszy… Na pewno o połowę cieńszy, długość i szerokość +/- 1cm taka sama… Ale jak się patrzy to jakiś taki mały…

Po odpaleniu, szybkie pytania o konta, język klawiaturę i już mogę pracować. Pierwsze spostrzeżenie to takie, że MacBook jest cichy. Jak wygaśnie ekran to gdyby nie dioda na przedniej krawędzi to bym nie wiedział, że jest włączony. 4.5h na baterii też wytrzyma. Oczywiście nie przy kompilacji ale normalnej pracy: poczta, www, IDE. Trzeba tylko ściemnić ekran.

Czasem na filmach widziałem jak to ktoś wyciąga Maca z torby otwiera go i od razu coś pisze. Myślałem, że to filmowa bzdura, ale nie. MacBook z uśpienia wychodzi w 3-4 sekundy. Wraz z nawiązaniem połączenia z siecią. I co ciekawe, w przeciwieństwie do Linuksa po wyjściu z uśpienia po prostu działa :-)

Bardzo szybko się przyzwyczaiłem to touchpada. Jest duży! I nie ma guzików, bo sam jest przyciskiem. Do tego przyzwyczaiłem się momentalnie. Robiąc coś jeszcze na Lenovo dusiłem touchpada i wodziłem w dół dwoma palcami myśląc że ekran się przewinie ;-)
Jedyne co mnie denerwowało to konieczność wyłamywania sobie prawego kciuka celem wciśnięcia klawisza Alt. Na szczęście KeyRemap4MacBook zamienił mi prawy Alt z prawym Cmd i już jest OK.

Ze zmiany jestem zadowolony (wiem wiem: wydał tyle kasy to nie powie, że mu się nie podoba). Wszystko działa tak jak działać powinno.
I o to chodziło!

Java, linux »

[14 listopada, 2008 | 2 komentarze | Poziom: 0 ]

Pilne zadanie: sprawdzić czy aplikacja klienta będzie działała pod kontrolą maszyny wirtualnej jamvm

Niby proste. Zmieniam wywołanie w skrypcie na jamvm i uruchamiam:

gnu.xml.dom.ls.DomLSException: no root element: U+ffffffff
   at gnu.xml.dom.ls.DomLSParser.doParse(DomLSParser.java:320)
   at gnu.xml.dom.ls.DomLSParser.parse(DomLSParser.java:159)
   at gnu.xml.dom.ls.DomLSParser.parseURI(DomLSParser.java:175)
   at gnu.xml.dom.DomDocumentBuilder.parse(DomDocumentBuilder.java:165)
   at TestXMLParse.main(TestXMLParse.java:25)

Fajnie… Szukam i widzę że to wina starego Gnu Classpath. Biorę nowe i podmieniam.
To samo. Wrrrrrrrrr…..

No to może spróbuję innej JVM? Ok! Kaffe Ten sam błąd. No to podmiana biblioteki. Pomogło.

Dlaczego podmiana nie działa na jamvm???

Na szczęście aplikacja poszła bez proglemów z użyciem gij

Następnie napisałem prosty programik parsujący 60kb plik XML. Oto czasy wykonania:
sun java: 121ms

jamvm: wrrrrrrrrr

kaffe: 8370ms

gij: 6301ms

skompilowane gcj: 6303ms

linux, życie »

[05 maja, 2007 | 51 komentarzy | Poziom: 0 ]

Starzeję się... to wszyscy wiedzą... Na starość, jak powszechnie wiadomo, człowiekowi się nie chce.
Mnie też to dopadło.

Dorwałem w łapki GPRS PC Card Modem GC75e. Fajnie, tylko co dalej? Instalacja w Linuksie? Rzeźnia! Przynajmniej dla mnie. Jak już udało mi się uzyskać /dev/ttyS0 to i tak się nie łączy (pon orange, chwila pracy i disconected). Czy ja naprawdę muszę znać wszelkie możliwe kody sterujące dla każdego modemu który wpadnie mi w łapki?
Marnie mi też idzie wykorzystanie mojego Siemensa S55 jako modemu po Bluetooth. Ciągle coś nie tak jest. Z tym, to za wiele nie próbowałem, żeby nie narażać się na koszty.

Mam w lapku kamerę i czytnik paluchów. Dla mnie, jako użytkownika Linuksa jest to okrągła dziurka nad matrycą oraz jakaś szczelina pod klawiaturą. Brak sterowników. Nie ma i już.

Jestem programistą. Piszę programy i z tego żyję. Nie chcę poświęcać tego czasu na zmuszanie systemu, do obsługi jakiegoś urządzenia!!! Nie chcę i już!

Tak się zatem zacząłem zastanawiać nad przesiadka na pewien system na W. Ale się boję... Pod Linuksem ślicznie mi działają tunele OpenVPN, mogę na szybko podmontować system plików po sshfs. Mam przecudną konsolę, o której w W. móglbym tylko pomarzyć, logiczną i wygodną strukturę katalogów oraz cjc którego chyba pod W. nie da się uruchomić.
Najbardziej jednak wkurzałoby mnie blokowanie plików przez W. Nie mogę poprawić bądź usunąć pliku, bo serwer aplikacji go otworzył do odczytu i albo nie zamknął albo co… W każdym razie muszę utłuc Tomcata i dopiero mogę zmienić plik. W Linuksie podaje nowe JARy i restartuje kontekst. I wystarczy.

Sam nie wiem co mam z tym zrobić...